Pierwszy przejazd

Pierwszy popołudniowy samolot wylądował na płycie będącego bardziej bazą wojskową niż portem cywilnym lotniska Jodhpur i potoczył się w kierunku niewielkiej hali odpraw. Po wyjściu z boeniga uderzyło nas czterdziestostopniowe radżastańskie powietrze. Odbiór bagaży trwał krótko i wyszliśmy przed dworzec poszukać transportu do „niebieskiego miasta”.

Na stoisku przedpłaconych taksówek dowiedzieliśmy się, że dojazd do naszego hoteliku taksówką jest niemożliwy - „car not possible - tuk-tuk!”. Okazało się jednak, że tuż obok znajduje się identyczna budka oferująca przedpłacone przejazdy autorikszami. I tak zaczęła się nasza przygoda z tuk-tukami, z których potem dobrowolnie korzystaliśmy już codziennie.

Tuk tuki służą za podstawowy środek transportu zarówno w starych miastach, gdzie wjazd autem jest niemożliwy ze względu na małe uliczki jak i wielkich aglomeracjach takich jak Mumbaj czy Delhi. Większość z nich ma liczniki, ale są one wyłączone i taksę ustala się przed rozpoczęciem przewozu. Lepiej nie decydować się na zbyt atrakcyjne oferty, gdyż pod przykrywką niskiej ceny za przejazd będzie prawdopodobnie kryła się propozycja nie do odrzucenia - przejazd do sklepu „znajomego” lub hotelu „mojego przyjaciela” (ewentualna prowizja trafi do kierowcy).

Nierzadko kierowca tuk tuka oferuje swoje usługi już w pociągu zbliżającym się do popularnych wśród turystów miejscowości lub węzłów komunikacyjnych. Zdecydowanie najgorzej jest w znanej z mazoleum Taj-Mahal miejscowości Agra, gdzie kierowcy tuk tuków są już nie tylko nachalni ale i agresywni.

Sama przyjemność z jazdy jest jednak niesamowita. Tuk tuków nie trzeba też szukać - możecie być pewni, że sami Was znajdą. I niech nie zmylą Was ich pozornie małe gabaryty - mogą pomieścić wszystkie bagaże a rekordowa ilość osób która nimi może podróżować oscyluje w okolicach piętnastu - z czego pięcioro jedzie na zewnątrz, wykorzystując metalowe rurki i zderzak ☺

Poprzednie Następne