Na reprezentacyjnym drezdeńskim dworcu poczułem wreszcie, że moje sierpniowe tournee po Europie Środkowej zaczęło się na dobre. Obuty w sandały ale wbrew kontynentalnej modzie bez skarpet (wygodniej bo "piach w palce nie włazi i w stopy nie chłodniej") skierowałem swe kroki do punktu handlowego znanej sieci Lidl celem uzupełnienia zapasów płynów na najbliższy czas. Niestety dość szybko stwierdziłem uszkodzenie aparatu, jak się okazało niedające się łatwo naprawić - fotografię nocną w każdym razie mogłem sobie darować.

Z nieba lał się trzydziesto ośmio stopniowy żar rozgrzewając enerdowskie pokrywy studzienek i czyniąc z asfaltu plastelinę. Na horyzoncie natomiast wyraźnie rysował się Yenidze - zbudowana sto lat temu na kształt meczetu fabryka tytoniu, obecnie centrum biznesowe.

Poprzednie Następne