Chcąc zdążyć na poranny rychlik do Czeskiej Lipy (sic!) zdecydowałem się wjechać na Ještěd kolejką linową o 8:30. Przed odjazdem personel (w osobie konduktora i mechanika) dokonywał jakichś napraw, odczepiając wagonik od liny nośnej i na powrót go zawieszając. Na szczycie o tej porze było jeszcze chłodno, ale spotkałem tam dziecię z marsa, które przecierało oczy z niewyspania lub melancholii.

Poprzednie Następne